19 października 2014

Kot lekarzem

Charlotte najpierw rozeszła się z mężem (który ją zdradził), potem straciła pracę, a w końcu podupadła na zdrowiu.

Kiedy do rachunku strat dołączyły jeszcze problemy ze snem i brak apetytu, podjęła niezbyt dobrą decyzję, by wybrać się do psychiatry. Specjalista dopatrzył się u niej zaburzeń afektywnych dwubiegunowych i zaczął się „rajd po lekach”: jeden lek na nastrój, drugi przeciw niepokojowi, trzeci na sen… Efekt? Pięć kilo do przodu, migreny, mdłości i chroniczne zmęczenie.

Lekarze, kładąc wszystko na barki stresu, jeszcze bardziej wzmocnili kurację. Ale pewnego dnia, pod wpływem programu w telewizji, Charlotte poczuła potrzebę towarzystwa kota.


Po raz pierwszy od wielu miesięcy wzięła się więc za sprzątanie mieszkania, aby przyprowadzić do niego nowego gościa: kota.

Pierwsza wizyta Charlotte w schronisku zakończyła się owocnie. Kobieta wróciła do domu z grubym trzyletnim rudzielcem, zostawionym przez właścicieli, którzy wyjechali za granicę i nigdy już nie wrócili.

„Ledwo znalazł się w nowym miejscu, a już wskoczył na łóżko i zaczął mruczeć i lizać się. Taki był początek nowego życia – w końcu miałam kogoś do pogłaskania, przytulania i rozmawiania… W nocy nareszcie autentycznie wypoczywałam, kołysana mruczeniem i rytmicznym ugniataniem łapkami” – wspomina Charlotte.

Od tamtej pory Charlotte zmniejszała dawki leków, w dzień zaczęła wychodzić z domu, nastąpił przełom w jej życiu towarzyskim. Aż w końcu znalazła nową pracę, nowych znajomych. I odżyła!

Kot niczym coach

Kot może stać się doskonałym uzdrowicielem – wzmacnia nas na swój łagodny sposób.

Pojawił się w naszych domach, odkąd zaczęliśmy uprawiać zboże – w roli ochroniarza spichlerzy polującego na gryzonie. Dlatego kota udomowiono najpierw w obrębie Żyznego Półksiężyca, a następnie w Egipcie i całym basenie Morza Śródziemnego.

Kot obecny na okręcie chronił żeglarzy przed szczurami – zabezpieczał przed epidemią. Dzięki swojej „funkcji sanitarnej” koty na dobre zagościły w domach po wielkich epidemiach dżumy na początku XIV wieku.

Dlaczego hodujemy koty w domu? Wyjaśnienia czysto praktyczne nie są wystarczające. Na gryzonie może przecież polować wiele zwierząt (psy szczurołapy, fretki).

Dziś koty nie są już dozorcami domostw i są coraz częściej przygarniane do ciepłych mieszkanek. Z każdym rokiem coraz mniej ludzi ma psa, a liczba kotów wzrosła o 20% w ciągu 5 lat. W Polsce mieszka ich ponad 5 milionów!

Kot w zastępstwie dziecka?

Jak twierdzi weterynarz behawiorysta Joël Dehasse, nawet dorosły kot może być dla człowieka substytutem dziecka. Ma podobną wagę, wydaje podobne dźwięki, jest tak samo delikatny, ciepły i łasy na pieszczoty. A człowiek musi opiekować się nim trochę tak jak dzieckiem.

Kot uczy komunikacji

Zauważ, że kocie miauczenie zarezerwowane jest tylko dla człowieka. Koty nigdy nie miauczą do siebie nawzajem. Chociaż skala ekspresji kota jest nieco ograniczona, człowiek dość szybko uczy się odróżniać zwyczajne „mmr” na powitanie lub w podziękowaniu od „miau” domagającego się pieszczot lub jedzenia czy znacznie bardziej niecierpliwego „mrrrau” albo żałosnego „miiieeeu”.

Wyrazem pyszczka i specyficzną postawą kot domaga się reakcji, nawiązuje dialog i niepostrzeżenie zobowiązuje człowieka do rozumienia swojego języka.

Angażuje do tego swoje uszy (postawione, podwinięte do tyłu albo skierowane na boki), oczy (rozwarcie powiek, napięcie w źrenicach) i postawę wyrażającą zabawę, nieufność, uwodzenie czy niecierpliwość.

W ten sposób rozwija całościowy system komunikacji z człowiekiem, a idzie mu to tym lepiej, im bardziej dostępny i uważny jest jego właściciel. Niektórzy właściciele kotów prowadzą z nimi całe rozmowy, mówiąc do kota w rytmie, który staje się śpiewający, a głos modulują od najgrubszego do najcieńszego. Na przykład mówiąc: Doooobry koooocur, kupiłem kocurowi wieeeeelkie pudło noweeeeego pasztetu z tuńczyyyykiem, aaaaale kotek sobie pooooje.

Wszyscy znamy wpływ wyliczanek i nuconych melodii na małe dziecko. Dziecko wpatruje się w mamę, próbując zrozumieć sens przekazu, a dla mamy te chwile niosą przyjemność i pogodę ducha.

Kot tworzy więzi między ludźmi

Do kota odzywają się nie tylko osoby samotne. Takie rozmowy niosą korzyści wszystkim, którzy się im oddają. Wśród ludzi siedzących w poczekalni do weterynarza odbywa się zawsze przyjazna wymiana zdań.

Kiedy ma się kota, trzeba się oczywiście z nim bawić. I podobnie jak zabawa z dzieckiem, jest to sposób na naukę bycia z innymi. Bawiąc się z matką, mały kotek uczy się kontrolować siłę ugryzienia albo w ogóle nie używać siły i chować pazury. Kiedy mu to nie wychodzi, oj, niech uważa na mamę! Kotka rozpłaszcza go bowiem na ziemi i przygryza, aż niesforny maluch całkowicie znieruchomieje.

Kot liże i pieści

Kot ciągle szuka okazji do delikatnego dotykania chropowatych powierzchni: pnia drzewa, wykładziny, mebli i... skóry człowieka. A to się dobrze składa, bo człowiekowi też jest potrzebny ciepły dotyk wprawiający w dobry nastrój.

W społeczności ludzkiej kontakt fizyczny podlega jednak wielu regulacjom, ponieważ miewa konotacje seksualne. Dotyk jest uwalniany tylko w bardzo skodyfikowanych rytuałach (taniec, buziaki z rodziną, męskie chwytanie za bary). Na darmowe pogłaskanie mogą liczyć tylko małe dzieci i nasi domowi pupile.

Tym samym kot pozwala nam na kochające gesty i nagłe przypływy czułości, które w innych okolicznościach są zakazane. Kot natomiast pieści człowieka, liżąc go lub ocierając się o niego całym ciałem. Nie zapominajmy też o rytmicznym ugniataniu łapami, ze schowanymi pazurami, przeważnie przy akompaniamencie delikatnego mruczenia…

Przymilne noce

Kot to chyba jedyne zwierzę bezkrytycznie akceptowane w łóżku. Bo jest czysty i niczym nie pachnie. Bo pozwala się głaskać. Bo ma ciepłe futerko. No i przede wszystkim dlatego, że jego mruczenie jest kojące i pomaga zasnąć. Kiedy kot wgramoli się do łóżka, właściciel nie śmie się poruszyć, żeby go stamtąd nie przegnać.

Wibracje mruczącego kota odczuwamy za pomocą receptorów w skórze (tzw. ciałek blaszkowatych). Mruczenie powoduje u ludzi wydzielanie endorfin o zaledwie kilkuminutowym, ale bardzo silnym działaniu.

W sumie daje to obłoczek uspokajających związków chemicznych, które relaksują organizm. Słuchanie mruczenia to prawdziwa terapia, a jej efekty dorównują działaniu wielu antydepresantów i leków nasennych!


Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl

Brak komentarzy: