10 października 2014

Zapomniane remedium na raka

Jest rok 1890, noc w Nowym Jorku. Doktor William Coley przewraca się z boku na bok w swoim łóżku, nie może spać. Wczoraj temu młodemu 28-letniemu chirurgowi po raz pierwszy zmarła pacjentka. Była nią Elizabeth Dashiell, umarła na raka kości. Coley został z poczuciem winy i bezradności...

Wczesnym rankiem wychodzi z domu. Lecz zamiast, tak jak zwykle, udać się do szpitala New York Cancer Hospital, w którym pracuje, postanawia pojechać do Yale. Do dużego uniwersytetu, znajdującego się o dwie godziny drogi pociągiem na północ od miasta, w sąsiadującym stanie Connecticut. Yale miał już wtedy światowej renomy wydział medyczny. Biblioteka uniwersytecka gromadzi archiwa na temat wszystkich poznanych dotąd chorób, dokładnie opisujące przypadki milionów chorych.


W tej niezwykłej kopalni wiedzy Coley będzie szukał informacji o przypadkach tzw. mięsaka, podobnych do tego, który zabił jego pacjentkę. Mięsak to rodzaj nowotworu. Coley ma nadzieję znaleźć przypadki wyzdrowień wśród pacjentów z takim samym nowotworem, jak u jego pacjentki. Jest bowiem przekonany, że istnieje gdzieś terapia, która mogła ją uratować.

Ponad dwa tygodnie poszukiwań. Na próżno. Przekopał się przez kilogramy zakurzonych dokumentacji, jednak wszędzie znajdował takie samo zakończenie: pacjent zmarł. I gdy już tracił nadzieję i prawie odpuścił, któregoś wieczoru odkrył coś zdumiewającego.


Tajemnicze wyzdrowienie


Doktor Coley natrafił na przypadek, który (o czym jeszcze wtedy nie wiedział) zrewolucjonizuje leczenie raka. Znalazł bowiem pełną dokumentację medyczną mężczyzny, u którego mięsak w tajemniczy sposób zniknął, po tym, jak mężczyzna zachorował na chorobę zakaźną. Tą chorobą była róża – niegroźna choroba, która w dzisiejszych czasach już praktycznie nie występuje. Jest to zakażenie skóry wywołane przez bakterię (paciorkowca) Streptococcus pyogenes. Objawia się dużymi, czerwonymi plamami, występującymi najczęściej na nogach, czasem na twarzy. Zakażeniu często towarzyszy gorączka.

Niedługo po zachorowaniu na różę mięsak u tego pacjenta zniknął. Coley szukał innych podobnych przypadków i w archiwach znalazł takich wiele. Niektóre przypadki były sprzed kilkuset lat. Nowotwór (mięsak) znikał po zwykłym zakażeniu skóry!

Znalazł również informacje o tym, że inni pionierzy medycyny, jak Robert Koch (odkrywca słynnych prątków Kocha wywołujących gruźlicę), Ludwik Pasteur czy Emil von Behring, lekarz niemiecki i laureat Nagrody Nobla z dziedziny medycyny w 1901 r., również zaobserwowali przypadki zachorowań na różę, które zbiegały się w czasie ze spontaniczną regresją nowotworów.

Przekonany, iż nie mógł to być przypadek, Coley postanowił jednemu ze swoich pacjentów chorych na raka gardła dobrowolnie podać bakterię wywołującą różę. Eksperyment przeprowadzono 3 maja 1891 roku. Pacjentem był mężczyzna o nazwisku Zola. Nowotwór cofnął się błyskawicznie, a stan zdrowia pana Zoli znacznie się poprawił. Wrócił do zdrowia i żył jeszcze 8 i pół roku!

Doktor Coley stworzył szczepionkę składającą się z martwych bakterii, a więc mniej groźnych. Nazwano ją toksyną Coleya. Mieszankę tę podawano poprzez iniekcję, aż do wywołania gorączki. Zaobserwowano, że ten sposób był skuteczny również na przerzuty nowotworowe.


16-latek wyleczony z raka


Pierwszym pacjentem, któremu podano toksynę Coleya, był młody chłopak, John Ficken, 16-latek z rozległym guzem w jamie brzusznej. 24 stycznia 1893 r. otrzymał pierwszy zastrzyk, a następne dostawał co 2–3 dni. Mieszankę wstrzykiwano bezpośrednio w guza. Po każdej iniekcji występowała wysoka gorączka… i guz się zmniejszał. W maju 1893 r., czyli cztery miesiące później, guz był pięciokrotnie mniejszy. W sierpniu był już praktycznie niezauważalny. John Ficken został całkowicie wyleczony z raka (zmarł 26 lat później na zawał).


W jaki sposób to odkrycie zduszono w zarodku?


Toksyna Coleya zderzyła się jednak z groźną konkurencją. Pojawiły się bowiem urządzenia do promieniowania radioaktywnego (radioterapii), łatwiejsze do wprowadzenia na skalę przemysłową.

Coley także zaopatrzył się w dwa urządzenia do radioterapii. Jednak szybko doszedł do wniosku, że ich skuteczność jest niższa. Z sukcesem podawał więc swoją toksynę przez 40 lat, aż do swej śmierci w 1936 roku.

Następnie rynek opanowała chemioterapia, świetny biznes, który sprawił, że o toksynie Coleya – środku prostszym, bezpieczniejszym, a także dużo tańszym – zapomniano.


Toksyna Coleya wychodzi z ukrycia


Na szczęście historia nie zakończyła się na tamtym etapie. W 1999 roku naukowcy o otwartych umysłach zajęli się archiwami pozostawionymi przez Coleya. Porównali swoje wyniki z wynikami najnowocześniejszych terapii przeciwnowotworowych. Okazało się, że wyniki Coleya były lepsze!

To, co doktor Coley robił wówczas dla chorych na mięsaka, było skuteczniejsze niż to, co my dzisiaj robimy dla chorych cierpiących na tę samą chorobę – oświadczył Charlie Starnes, naukowiec z Amgen, jednej z pierwszych światowych firm z dziedziny biotechnologii, współpracującej z Narodowym Instytutem Raka we Francji (Institut National du Cancer).

Połowa pacjentów Coleya chorujących na mięsaka żyła dziesięć lub więcej lat od rozpoczęcia leczenia. Najnowsze obecnie terapie osiągają taki wynik u 38% pacjentów. Wyniki pacjentów Coleya chorych na raka nerek i raka jajników również były dobre.


Wielka nadzieja dla chorych na raka


Obecnie amerykańska firma MBVax podjęła dalsze badania nad toksyną Coleya.

Mimo że firma jeszcze nie przeprowadziła badań na szeroką skalę, niezbędnych, żeby móc wprowadzić produkt na rynek, w latach 2007–2012 z terapii skorzystało 70 osób.

Rezultaty były na tyle dobre, że napisano o nich w grudniu 2013 roku w znaczącym czasopiśmie naukowym „Nature”1.

Osobami, które mogły skorzystać z tej niezalegalizowanej jeszcze terapii, byli chorzy na raka w stadium terminalnym. Wśród nich były osoby z czerniakiem, chłoniakiem, z guzami złośliwymi piersi, prostaty czy jajników. Zwykle w szpitalach pozwala się osobom w bardzo trudnych sytuacjach stosować innowacyjne terapie, których pozostałym osobom się odmawia.

Mimo, że te nowotwory były w końcowym stadium, toksyna Coleya spowodowała zmniejszenie się guzów w 70% przypadków, a w 20% przypadków zupełną remisję, jak podaje MBVax.

Problemem, z którym zmaga się dziś ta firma, jest to, że, aby przeprowadzić próby na dużą skalę, czyli takie, jakich wymaga aktualne prawo, oraz, aby stworzyć jednostkę do produkcji zgodną z normami europejskimi i północnoamerykańskimi, potrzebny jest na to budżet w wysokości setek milionów dolarów!

To, co było możliwe w 1890 roku w gabinecie zwykłego nowojorskiego lekarza działającego z poczuciem misji, dzisiaj stało się prawie niemożliwe w naszym technologicznym świecie, zduszonym przez regulacje prawne.

Mam nadzieję, że któremuś z naukowców uda się znaleźć właściwe argumenty, aby przekonać ekspertów z komisji nadających kierunek służbie zdrowia. Aby umożliwić postęp i ratować życie ludzkie potrzeba trochę odwagi i swobody. Wątpię jednak, że rządzący nami biurokraci łatwo to zrozumieją...

**********************

Źródło:

1. DeWeerdt S. Bacteriology : A caring culture. Nature 2013 Dec 19;504(7480):S4-S5.


Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl

Brak komentarzy: